Żyletka - czyli mały , potrzebny kawałek blaszki

Wysłany przez: extrema Data: Kwiecień 06, 2016, 06:34:12 Wyświetleń: 4659

Niewielu wynalazców może pochwalić się takim wyczynem jak pomysł Kinga Campa Gillette'a, który w 1904 roku,  w USA , opatentował maszynkę do golenia oraz wymienne, dwustronne ostrze do tej maszynki. Dwa patenty w jednym urządzeniu ?  Na początku XX wieku  było to możliwe do wykonania. Pomysł Pana Gillette ( czyt. Żilet)  rozpoczął rewolucje w męskim goleniu na miarę rewolucji w motoryzacji, która również w tym czasie miała swoje wielkie początki.

Od pomysłu, do masowej produkcji

 Ideą pomysłu było powstanie wygodnych , łatwych w użyciu i tanich i wymiennych nożyków  montowanych w aparacie do golenia.  Patrząc na stare kroniki filmowe, widzimy że golenie całej twarzy  nie było zbyt powszechne, mimo że istniała już brzytwa  jako dobre i trwałe narzędzie do golenia . Zaletą żyletek   była ich taniość oraz bezobsługowe działanie. Żyletkę wkładało się do maszynki, nakładało pianę na twarz i już można się było golić.

Ten mały kawałek blaszki  do golenia, szybko zrewolucjonizował tą cześć męskiego życia, którą poświęcamy goleniu. Żyletka, w przeciwieństwie do brzytwy, była tanim i gotowym do użytku ostrzem do golenia. Wynalazek genialny jak na tamte siermiężne czasy. Wielkim kołem zamachowym dla rozpowszechnienia pomysłu Gillete była zapewne 1 wojna światowa. Jak wiadomo wojak, nawet w okopach,  ma być ogolony, a co jest tańsze od brzytwy w wyposażeniu zwykłego żołnierza ?



W następnych latach, żyletka, czy brzytewka, jak czasem nazywano to ostrze, bywa obiektem ostrej walki o rynek, poszczególni producenci chcą upowszechnić swoje rozwiązania co do kształtu i wyglądu żyletki, szukają też alternatywnych rozwiązań  mogących konkurować z żyletką pomysłu Gillette.  Powstają maszynki na żyletki jednoostrzowe, na kasety z nożykami  i inne rozwiązania oparte na idei wymiennego i taniego nożyka.  W Polsce przedwojennej , pierwsze duże  i małe zakłady produkujące żyletki zaczynają działać w latach 30- stych. Na fali walki o klienta, producenci posuwają się nawet do kopiowania rozwiązań konkurencji, czy też nadawanie nazw mogących zagrażać konkurentowi. Jest m.in. firma Polonóż i Polonus. Sprawa trafia nawet do sądu z pozwem o plagiat.

 Produkcji żyletek w Polsce nie przerywa druga wojna światowa. Niemcy potrzebują wszystkiego co jest związane z wyposażeniem żołnierza, tak więc żyletka jest tak samo ważna jak inny detal ekwipunku.  Zakończenie wojny przynosi ruinę i rozgrabienie zakładów i warsztatów. Dla przykładu, dość nowoczesne maszyny z fabryki Gerlach są zdemontowane i wywiezione w 1943 roku w głąb Niemiec i tam odnalezione w Guben, przez grupę poszukiwawczą z  Gerlacha.



Radosne czasy Polski Ludowej

Po wojnie, już w innej rzeczywistości ideologicznej, okazało się że lud pracujący miast i wsi będzie chodził zarośnięty, bo krajowy przemysł nie potrafi wyprodukować odpowiedniej ilości nożyków do golenia.  Istniejące zakłady w Rawie Mazowieckiej,  Łodzi, oraz Gerlacha w Drzewicy, swoją produkcją nie są w stanie zaspokoić potrzeb rynku. Aby zapobiec propagandowej katastrofie, rozbudowuje się zakłady w Rawie Mazowieckiej i kładzie duży nacisk na to, by polski robotnik golił się polską żyletką.  Niestety, mimo importu imperialistycznej, szwedzkiej stali, w dalszym ciągu dobrze ogoleni są ci, którzy kupią żyletki w szarej strefie, bądź golą się brzytwą. Chcąc nie chcąc, władza ludowa przyznaje się do bolesnej porażki i kupuje nowoczesne maszyny do produkcji  taśmy stalowej do żyletek i samych żyletek . Stalowe taśmy na żyletki  oczywiście nie pochodziły z nowo oddanej Huty im. Lenina, lecz zza żelaznej kurtyny.  Przez moment było czym się pochwalić. Żyletki osiągnęły zawrotną grubość 0,08 mm a na opakowaniu widniał upokarzający dla władzy napis, że są one wykonane z szwedzkiej stali.

  To miało przywrócić zaufanie do krajowych żyletek i zdjąć z nich przezwisko Krwawa Rawa.  Makabrycznego skojarzenia dopełniało zapakowanie żyletki w czerwony papierek. Przyznam że mieli fantazję i pomysł na marketing, acha, fakt, marketing wtedy nie był potrzebny, i tak sprzedawano wszystko , na pniu.   Niestety, jak to bywało i później , osoby odpowiedzialne za rozwój socjalistycznego przemysłu zupełnie zapomniały o tym ze czas idzie do przodu, a na zgniłym zachodzie słowo postęp ma nie tylko propagandowe znaczenie, ale i wymierne. Ten co tam coś wymyślił ,  finansowo ustawiał się na resztę życia. U nas,  dobry pomysł był wynagradzany poklepaniem po plecach i to nie zawsze.


Walka o jakość

Żyletki wciąż miały jedną wadę, one rdzewiały. Na nic się zdawało stosowanie do ich produkcji stali z szwedzkiej rudy, bogatej w szlachetne metale. Po każdorazowym goleniu żyletkę trzeba było  wytrzeć by dotrwała do kolejnego golenia w dobrej kondycji. Owszem , były próby zabezpieczania żyletki przed skutkami korozji, ale zbyt mało skuteczne. Postęp w metalurgii i wprowadzenie nowych technologii w latach 60 tych umożliwił  zastosowanie nowych rozwiązań w zabezpieczeniu antykorozyjnym i tak powstają nowoczesne żyletki oznaczone słowami  Silver i Stainless Steel.  Golenie zaczynało być łatwe i przyjemne, a żyletki nie trzeba było wycierać do sucha.  Kolejnymi rozwiązaniami skutecznie zabezpieczającymi żyletki przed korozja było ich platynowanie i chromowanie. Ostatnim ulepszeniem żyletek, było pokrycie ich warstwą teflonu opatentowane przez  koncern Wilkinson Sword.

Wszystkie te nowinki wymyślono jednak na Zachodzie , my musieliśmy się zmagać z wyrobami krajowego przemysłu wspartymi importem z zaprzyjaźnionych krajów bloku socjalistycznego. Aby nie powtórzyć po raz kolejny błędu z lat 50 tych, w latach 70-tych XX wieku, na bazie dawnej wytwórni żyletek, powstają w Łodzi nowoczesne zakłady  Wizamet,  w  których,  na nowych, zakupionych za twardą walutę urządzeniach, rozpoczyna masową produkcję dobrych żyletek na licencji Wilkinsona.   Od tego czasu twarze Polaków golone są nowocześnie wytworzonymi  żyletkami marki Polsilver, Irydium i Karat. Te ostatnie, według miejskich opowieści ,  uchodziły za tępy odpad który nie został Polsilverem.  W Wizamecie, obok żyletek rozpoczęto również produkcję maszynek do golenia, najpierw według własnych wzorów, a potem wzorowanych na produktach i  licencji Gillette.



Żyletka a sprawa polska

Lata 80-te, to w Polsce trudne lata, związane z permanentnymi brakami towarów w sklepach. Kraj po wprowadzeniu stanu wojennego był obłożony różnymi sankcjami . Gospodarka , mimo że wspierana przez inne kraje socjalistyczne, bez twardej waluty ledwo co funkcjonowała. Do 1985 roku Polska była bankrutem , takim jak stosunkowo niedawno Argentyna.  Brakowało wszystkiego, i na wiele rzeczy trzeba było czekać w długich kolejkach, bądź były reglamentowane .
Żyletka obok wielu towarów tzw. pierwszej potrzeby staje się dobrem wymiennym.  Papierosy, żyletki, kasety magnetofonowe, kawa, czekolada,  to był towar czasem ważniejszy od pieniędzy, których było dużo, ale nie miały pokrycia w towarze. Zakupy wtedy były traktowane jako lokata pieniędzy, które same w sobie nie miały wielkiej wartości   . Żyletki były na tyle tanie, że bez przeszkód można było nazbierać sobie spory zapasik na wymianę i czarną godzinę.



Zmierzch

Tuż za zasiekami żelaznej kurtyny,  na granicy pomiędzy dwoma państwami niemieckimi,   jeszcze w latach 70 i 80 XX wieku , na rynku zaczęły się pojawiać jednorazowe maszynki do golenia. Koncern BiC znany z takich rozwiązań w długopisach i zapalniczkach  wyprodukował tani aparat do golenia, który po użyciu mógł trafić do śmieci.  Oczywiście, jak takie coś dostał Polak np. od rodziny na zachodzie, to goliliśmy się tym aż do całkowitego stępienia. To był pierwszy, jeszcze malutki gwóźdź do trumny zawierającej żyletkę. Koncern Gillette, dotąd potentat na rynku żyletek musiał zrobić kontr posunięcie.

A co powiecie na wymienne , kompaktowe nożyki  ?
 
Odtąd prawdziwy macho miał się golić coraz to nowszymi pomysłami Gillette, najpierw z dwoma ostrzami, potem z trzema itd.  Ostrza zaczęły się ruszać, układać do twarzy, całe szczęście że nie śpiewały nam podczas golenia.

Potężną akcją reklamową oraz niestety dla żyletki, przewagą, polegającą w łatwości i bezpieczeństwu   w czasie golenia , Gillette oraz inni wielcy producenci żyletek,  postanowili dać nam całkiem nowy i bezpieczny produkt. Żyletka miała odejść do lamusa, lub co najmniej wyparta z bogatszych krajów europejskich na wschód , do Azji i na południe do Afryki.
 
Polskie żyletki zakończyły swój żywot tuż po zmianach ustrojowych w naszym kraju. Sprywatyzowanie zakładów Wizamet, a potem sprzedaż koncernowi Gillette, nie spowodowało wygaszenia produkcji żyletek w Polsce.  Gwałtowne nasycenie rynku przez nowinki z Zachodu, które dotąd dostępne były w Pewexie czy Baltonie spowodowało masowy odwrót od tradycyjnego golenia. Szybko doceniliśmy zalety maszynek jednorazowych i na wymienne i  kompaktowe wkłady.  Przede wszystkim brak zacięć i skaleczeń , co niektórym mężczyznom zdarzało się prawie przy każdym goleniu, a drugie to wygoda użycia i nowoczesność używanych środków do golenia takich jak żele i pianki. Po prostu, nagle chcieliśmy się golić jak ten facet z reklamy, pachnąco i nowocześnie. To co było stare, stawało się reliktem poprzedniej epoki. 
 
Pędzel, mydło do golenia ?

To również odchodziło u nas w zapomnienie jako relikt szarych czasów PRL. Nikt zresztą nie tęsknił za szczotkowatym i drapiącym pędzlem i sztyftem Polleny. Nasz rynek akcesoriów do golenia był na tyle ubogi że w zasadzie nie mieliśmy za czym zatęsknić. 

W latach 90 tych nowy właściciel Wizametu , koncern Gillette,  wygasza całkowicie produkcję żyletek w Polsce . Odtąd w Łodzi produkowane są maszynki na wymienne wkłady kompatybilne z produktami Gillette  , a potem już tylko budżetowe jednorazówki o nazwie Polsilver.  Produkcja żyletek nie tylko z Polski, ale i z Czech (marka Astra)  przenosi się do nowych zakładów Gillette w Rosji.

Podobną politykę jak Gillette prowadzi Wilkinson, który również wygasza produkcję żyletek i zakłady przenosi do krajów tzw.  Trzeciego Świata ( np. Indie, Egipt, Pakistan).  Niezależne od wielkich koncernów zakłady produkujące żyletki istnieją jeszcze w Rosji, Turcji i Japonii i Chinach. W Europie i USA  stawia się na produkcję i popularyzację nowocześniejszych, kompaktowych przyborów do golenia.



Odrodzenie

Na nasze szczęście, żyletka nie zniknęła całkowicie z rynku . Jako ostrze wciąż była potrzebna w fryzjerstwie, z którego wyparto klasyczną brzytwę.  Drobne zapotrzebowanie generowali też producenci ekskluzywnego sprzętu do golenia dla pasjonatów tradycyjnego golenia.  Fani nowych metod golenia dość szybko przekonali się że mimo że  golenie jednorazówkami i maszynkami na wymienne wkłady  jest bezpieczne, to jednak nie jest to to samo co dawniej. Stare maszynki do golenia i stare żyletki, schowane jako zapas w trudnych czasach lat 80 tych, znowu zaczynały być przydatne. Entuzjaści tradycyjnego golenia wyczyścili wiele takich domowych magazynów żyletek, a że były w dobrym stanie, więc można było przypomnieć sobie w goleniu stare ostrze np. z Wizametu. W krótkim czasie   powstają fora internetowe skupiające zjednoczonych miłośników golenia brzytwą i żyletką. To oni skutecznie wpływają na rynek i doprowadzają do rozwoju  małych zakładów rzemieślniczych (np. rozwija się mydlarstwo ) i sklepów internetowych,  z  ofertą do coraz liczniejszych fanów tradycyjnego golenia. Golenie żyletką, które stawało się niszowe  i było kojarzone z ludźmi starymi lub biednymi znów zaczęło być modne. Żyletka wraca do Europy, a golenie za pomocą żyletki i brzytwy, znów wraca na salony. (sls)


Ocena: ***** przez 15 uzytkowników.

Komentarze

R.Vasco
Zaawansowany użytkownik
****
Offline Offline

Wiadomości: 330



Zobacz profil Email
Kwiecień 07, 2016, 12:52:53
Gratuluję udanego debiutu publicystycznego na forum. Fajny artykuł Staszku.